11 kwiecień- 14 maj
Po rozeznawaniu miałam pewność, że mam jechać z Karoli w tę podróż o charakterze misyjnym po Ameryce Południowej. Długo by opowiadać co i jak było- to raczej osobiście- bo nie mam czasu teraz tego spisywać, ale co nieco napiszę.
Pojechałyśmy w cztery strony (jak z tańca „Ewangelizacja 4 stron świata”:)): Argentyna, Chile, Peru, Ekwador.
Podczas tej podróży doszło do mnie, jak bardzo głęboko zakorzenione jest to pogaństwo tutaj…Chrześcijaństwo jest tylko czymś zewnętrznym.
Na przykład na Wyspie Słońca pod La Paz w kulturze Aymará do dziś (opowiadał o tym młody chłopak) składają ofiary dla ‘pachejmamy’=’matki ziemi’ z serca lamy (mojej kochanej lamci;(..) wraz z owocami i …wodą święconą! Do tego służy im kościół…Jak to ten chłopak powiedział, że słyszeli o Jezusie, ale tradycja Inków musi przetrwać…
Ale działy się też piękne rzeczy…w Argentynie spotkałyśmy takiego prawdziwego poganinia, opowiadał, jak to ta ‘pachamama’ nigdy nie zawodzi i trzeba jej składać hołd i pokazywał kapliczki, w których były ołtarzyki z obrazkami Maryi i świętych plus koka, owoce, cygara itp.-dla ‘pachejmamy’! Szok normalnie, jak on to i inne rzeczy o tym synkretyzmie opowiadał…Ale my mówiłyśmy o Jezusie. Choć krótki czas się znaliśmy, to jednak bardzo się zżyliśmy. Potem, jak się żegnaliśmy, to piękne rzeczy się działy…Mamy nadzieję, że spotkamy się z nim też w niebieJ Pan Bóg już ma tam swoje sposoby…
Ja po tej całej podróży już miałam dość tego pogaństwa…Bo doszedł do mnie jakby bezsens naszego działania, że przecież oni tyle gadają o tej ‘pachejmamie’ i wierzą i składają wciąż żywe ofiary, nawet z ludzi…-na razie bez szczegółów, opowiem osobiście..:(
Jak tu jechałam, to myślałam, w sumie to dziwne, że mam jechać do Ameryki Południowej, bo przecież mówi się, że tu katolicyzm jest. Tylko zobaczyłam, jaki ten katolicyzm…I tak mi smutno i ciężko z tym było…
Pomogła mi rozmowa z pewną polską siostrą po drodze, powiedziała, że naszym zadaniem nie jest myśleć o tym, tylko siać, a reszta nie do nas należy…Jakoś mi to jej zdanie bardzo pomogło:)
Oczywiście nie wszyscy w ten sposób postępują, ale chyba większość.
Z drugiej strony, jak tyle się osłuchałam o historii Inków i jak Hiszpanie z nimi postępowali, no i że narzucili im siłą ten katolicyzm, to też coś pokręcone to było, bo jak to wprowadzali chrześcijaństwo bronią, podczas gdy Ewangelia mówi o miłości…? Zresztą przecież niestety w ten sposób często wprowadzano chrześcijaństwo na całym świecie…Jakaś paranoja..
14 maj, sobota
Powrót do Tupizy. Jak fajnie, już chciałam wrócić, choć wiedziałam, że ta podróż też była w planie Bożym.
Oprócz Silvi, której zmienne zachowanie dla mnie i Karoli do dziś pozostaje zagadką, wszyscy się cieszyli, że w końcu przyjechałyśmy. I to taka radość była obejmować te małe sworzonka, które krzyczały: „señorita”;-), tudzież duże pannice. Pytam Armindy, jak się czujesz? Odpowiedź: „źle”. Ja: „ojej, a dlaczego?”, a ona: „Bo señority długo nie było”;)
Ach, jak dobrze, że już w Tupizie. Tu jeszcze tylko trochę ponad miesiąc w Tupizie, potem do Santa Cruz i dżungli
robić jakieś rzeczy z młodzieżą (typ grup tożsamościowych dla dziewczyn, tańce itp.) i już do PolskiJ
Z jednej strony bardzo się cieszę, bo już bardzo tęsknię, a z drugiej tak jakoś smutno to wszystko i wszystkich tu zostawiać…L
Jak pomyślę o lotnisku (na szczęście będę lądować w moim KrakowieJ) i o Marcysi, która na pewno tam będzie, to się wzruszam jak dziecko;) A co dopiero, jak Was wszystkich prędzej czy później zobaczę;-) Doszło do mnie, jak już tęsknię…
Ale nie ma co za bardzo wychodzić w przyszłość;) Już dziś Yuma i Jessenia prosiły mnie, żebym poszła z nimi dziś wieczorem na mecz, w którym brały udział. Było to dla nich ważne. Popatrzyłam tylko na nieład panujący w pokoju i stos ciuchów do prania, ale co tam, to nie zając, nie ucieknie;)
Tylko poszłam jeszcze na Eucharystię, bo dziś mój stary przyjaciel się żenił w Polsce i chciałam się za nich pomodlić, dziewczyny mnie odebrały i poleciałyśmy na mecz.
Yuma mi daje swoją czapkę- coby zakryć odblask moich włosów na publiczności, ale i tak wzbudzałam powszechne zainteresowanie, „gringa” na widowni;), to zeszłam na niższe trybuny do babć i dziadków;) Przynajmniej nikt mnie nie molestuje;)- żeby się odczepili
Prawie zasypiam ze zmęczenia jeszcze po tej podróży, ale to nic;) Widać, że wróciłam do Tupizy, bo znów życie na pełnych obrotach;) Zresztą, kiedy nie było?;-)
Innych dzieci rodzice byli na publiczności, a od nich nikt, to chociaż ja…Takie były wdzięczne..Czasem im naprawdę niewiele trzeba…
15 maj, niedziela
Drugiego dnia w niedzielę rano i wieczorem znowu rozgrywki finałowe. Rano w niedzielę mecz był na boisku pośród tych czerwonych gór, wowJ
Wcześnie rano, niedziela. Maluchy krzyczą do naszych drzwi: „Señorita, chcę malować;)” Same sobie otworzyły drzwi! Czyżby jakieś zmiany w zasadach?;)
To już inna Tupiza, niż przed podróżą, liście opadają z drzew, nadchodzi tu zima;) Rano i w nocy jest straasznie zimno, a w dzień grzeje na całego. Wielkie amplitudy.
I dostałam wreszcie listy z Polski!!!:) Wchodzę do pokoju po powrocie do Tupizy, a tam na moim materacu kopa listów i paczekJ Co za niespodziankaJ!
Większość jeszcze sprzed świtąt Bożego Narodzenia, ale i tak miłoJ DziękiJ Szły pięć miesięcy, ale w końcu doszły;)
Paola już taka uspokojona, wydaje się, że zapomniała o swoim dramacie. Choć w jej głębi na pewno to gdzieś jest…
Po różańcu dzieciaki otaczają zewsząd, Ramon z Emim coś tam się wygłupiają. Wszystkie tak urosły! A Eidan potrafi już wejść po schodach do naszego pokoju!
I teraz jaki kontakt z Marceliną i Adelaidą;)
Efrainek pyta: „Señolita (nie potrafi wymówić ‘r’), a czy zrobimy bitwę na poduszki wieczorem?”;)
15 maj, niedziela
Rano znów zawody Yumy, Jesseni i Marceliny. Nie zostałam do końca na tej części, bo się przedłużało i nie zdążyłabym na mszę, a później ze względu na inne zamiary nie dałabym rady. Dziewczyny przegrały i stwierdziły, że to przez to, że poszłam;) Ale im mówię, że to nie tak!;) Obiad, Griselda tyle naładowała mi tego, że pytam, czy dla innych będzie, a ona nawet mowy nie było, że to dla mnie i tyle;). Potem trochę odpoczynku- padłyśmy z Karoli jak muchy i później z dzieciakami w góry do ‘ziemi czerwonej’, nowa ‘Tierra Roja’;). Podczas tej ekskapady nowa dziewczynka Katy Ana mówi coś o tych skałach, że coś tam ‘pachamama’. Aż mi się gorąco zrobiło! Bo nigdy nie słyszałam tego wcześniej w domu dziecka. A to nowa dziewczynka i już inaczej. Opowiadała co tam jej o tym mówili. To jej mówię, że jest tylko jeden Bóg i nie ma innego itp. Choćby naszym dzieciom to dogłębnie wyjaśniać, to już coś…Praca u podstaw.
Z dzieciakami było naprawdę pięknie, tak spokojnie i te niesamowite krajobrazy…To dla mnie po pobliskim Toroyo i Machu Picchu najpiękniejsze miejsce, jakie widziałam w Ameryce Południowej.. nasza dawna ‘Tierra Prometida’J
Dziewczyny wieczorem grały ostatni finałowy miecz, przypilnowały żebym na pewno z nimi poszła i wygrały;) Oczywiście miały swoją teorię;) Ale to pole też do odpowiedniego gadania;)
20 maj, piątek
Wczoraj Marcelina powiedziala mi, że nie wierzy w przyjażń…smutne strasznie, ale ja jej mówię, że przyjaźń naprawdę istnieje, że jakie to piękne móc liczyć na kogoś i żeby uwierzyła, że kogoś spotka, kto będzie jej prawdziwym przyjacielem i że życzę jej tego ogromnie…
Ależ tu teraz strasznie zimno (tu teraz zima), w nocy i rano to po prostu szczękam zębami, bo nie ma ogrzewania, ale w dzień spoko, słońce świeci. Z dziećmi ciągle coś się dzieje. Bardzo jestem szczęsliwa, że tu jestem, bo wiem, ze to była wola Boża i to najważniejsze.
Jesteśmy sobie w sali przy odrabianiu zadań i słyszę, że Ximena mówi coś o „pachej mamie”, wstaję szybko i widzę, że ona to czyta z książki w rodzaju katechizmu (!) diecezji Potosí! Tam jest takie stwierdzenie, że Bóg stworzył „pachamame”= „matkę ziemię”=pogaństwo i pytanie, ‘czy oddajemy wystarczająco dużo czci dla „pachejmamy”; myślałam, że się wywrócę, w katechiźmie, gdzie stronę wcześniej jest napisane o Jezusie, na drugiej stronie wypisują coś takiego! Gadałam o tym potem z siostrą Luisą, nie była tak tym podminowana jak ja, bo jak mówi, ona się wychowała w tej kulturze i że sobie do dziś u niej w rodzinie i w innych tak rzucają ziarenkami czy czymś takim w czasie karnawału, żeby „pachamama” sie pożywiła i potem mieli dobre plony… Help!!!;)
Historie dzieci, ciągle chwytają za serce. Nowa dziewczynka, której rodzice się rozwodzą i toczą o nią kłótnię, do kogo ma pójść, do matki czy do ojca- dramat Katy, która w tym wszystkim nie chce być w domu dziecka; dramat Paoli, ktora w przedszkolu płakała dwie godziny, bo rozmawiali o Dniu Matki, a potem matka jednego dziecka podczas odbierania małych z przedszkola potrafi zapytać, czy to dziecko z ‘domu dziecka’wskazując na Paole i pytając przy niej, czy naprawdę nie ma mamy…, oczy Christiana pełne nadziei… -ktoś pukał do drzwi, a ponieważ byłam tuż przy nich, to stwierdziłam, że otworzę, pytam kto tam, i widzialam tylko buty, ale takie jak nasze dziewczyny mają, a nikt nie odpowiadał zza drzwi, więc myślałam, że to któraś z naszych dziewczyn się znów wygłupia i nie mówi swojego imienia, otwieram, a tam jakaś kobieta upita…(strasznie to wyglądało..) mówi, że jest matką Christiana i chce mu dać boliviana (równowartość chyba 40 groszy). Ja jej mówię, że musi iść do sióstr i przez nie może się spotkać z Christianem, że ja jej tymi drzwiami nie mogę wpuścić.
Poszłam do siostry, żeby jej powiedzieć o tym, ale ona mówi, że już wie o niej, ale że jej nie wpuści, bo jest pijana. No w sumie naprawdę ona żałośnie wyglądała i dla dobra Christiana lepiej, żeby jej nie widział w takim stanie, bo on jej nie pamięta, a tu nagle w ten sposób miałby spotkać swoją matkę…Więc tylko krążyłam gdzieś tam i słyszałam, jak ta kobieta dalej się tłukła do drzwi. Jeszcze podczas tej mojej krótkiej z nią wymiany zdań zdążyła powiedzieć do Abla (bo widziała, że u mnie nic nie wskóra): „Zawołaj mi tu….” i na szęście nie wypowiedziała imienia Christiana. W pewnym momencie chłopcy mnie oblegli i pytają:
„Kto tam tak puka?”
„Jakaś kobieta”
„A kto to?”
Moje milczenie i chyba wyrazisty smutek…
Christian ponagla pytanie: „Kto to?”
Abel dopowiada, że właśnie ta kobieta kazała mu kogoś zawołać, ale nie wie kogo…
A Chrstian stoi i się we mnie wpatruje…te jego oczy…taka determinacja..jeszcze nigdy go takiego nie widziałam…Nie wiem, on może czuł, że to może być jego matka..Nie chciałam go potem nawet o to pytać, bo by się skapnął…
Chciałam tylko, żeby nie widział jej w takim stanie, bo to zupełnie inny chłopiec…Zresztą tak to nie ja (na szczęście) decydowałam o ich spotkaniu bądź nie.
Ale ciężko mi z tym było…
Po poludniu podlewanie drzewek, a raczej wielkie ściemnianie dziewczyn przy tym. Wtargnął Christian i Abel i Ramon na świeżutko pomalowaną canchę. Arminda mi mówi, że im tu nie wolno być (nakaz odgórny), bo jest wszystko takie czyste (;), ale akurat ostatnio przeczytałam trochę bloga poprzedniej wolontariuszki Dominiki (gdzieś znalazłam na kompie o tej już wtedy wymaganej często przesadnej czystości, która zupełnie nie odpowiada naturze chłopców) i powiedziałam, że biorę to na swoją odpowiedzialność, że oni tutaj są (zwłaszcza jeszcze po tym wydarzeniu z Christiana matką) i na tych huśtawkach nowiutkich, pięknie kolorowych ułożyli z piachu kope, zakręcili łańcuch od huśtawki i puścili ją w obroty, efekt byl świetny, taki rozprysk, pochwaliłam ich tam, a Christian taki błysk w oku;) Kurczę, to chłopaki, oni potrzebują ‘dzikich’ zachowań, by nie stali się babami;)
21 maj, sobota
Rano z siostrą Rosario i Karoli robiłyśmy różne dynamiki dla dzieci, w ramach obchodów świąt wielkanocnych dla dzieci. Siostra przygotowała też prezentację o Janie Pawle II, się wzruszyłyśmy;-) Śpiewałyśmy różne piosenki, z jakimiś tanecznymi krokami i robiłyśmy zabawy z chustą Klanzy. Jak siostra powiedziała wczoraj, że to ma być ok. 160 dzieci, to se myślimy, o rety;), ale jazda, ale nie bylo aż tyle dzieci.
Było pytanie, jaki pseudonim mial Karol Wojtyła, Christian krzyczy: „Lolek” i był taki zadowolnony, że wiedział i dostał nagrodę. Potem ją sprezentował siostrze Soni, która kiedyś tu pracowała, a teraz jest w Tarija. Niemki jechaly do Tarija i zbierałam listy od dzieci, żeby jej podały, a Christian wlaśnie tą swoją wygraną nagrodę chciał jej dać. Ja też podawałam coś dla Ivana (jednego z siedmiu;) i Yessici. Miałam gorączkę na całego, gardło tak bolące, ale latałam jak wariatka, żeby to na czas zrobić, bo miałam wielką radość przy tym;)
„Dos chiñitos”- byli tam też chłopcy bliźniacy, którzy wyglądają jak Chińczycy, myślałyśmy, że tam padniemy ze śmiechu, bo siostra Rosario to potrafi zabawić publikę;)
Potem szybko obiad z dziećmi i spotkanie z takim niewidomym panem. Kiedyś przyjechał do domu dziecka, szukając mnie i umówiliśmy się na sobotę na godzinkę. On jest niewidomy od 5 lat, wcześniej był adwokatem. Zna się na muzyce europejskiej, kompozytorach i wielu innych. Twierdzi, że jest trochę szykanowany, jak wychodzi na ulicę i próbuje iść coś zjeść itp, to najczęściej tylko turyści chcą mu pomóc przejść przez ulicę, a potem ludzie gadają, że on się zadaje tylko z turystami. Jak sie kiedyś spotkaliśmy, jeszcze przed naszą podróżą, to akurat też w ten sposób, pomogłam mu dojść do domu. I jak mnie szukał, to akurat byłam w podróży, ale ostatnio juz dotarłam, i jak rozmawialiśmy, to powiedział, że jedno zdanie, które wtedy wypowiedziałam, sprawiło, że tak mnie szukał; jak zapytał, dlaczego mu pomagam, to ponoć (już nie bardzo pamiętam) odpowiedziałam, że Jezus mi to kazał zrobić;) Ten pan ma taką nadzieję, że choć w tym ostatnim miesiącu będę mogła go odwiedzać, choć wie, jak mało mam czasu, kiedy mogę. Ale dla chcącego nic trudnego;)
Potem przygotowania na różaniec, który miałam mieć z ‘niby’ moim pokojem dziewczyn nr 2. Zawsze mi mówili, że ja to jestesm od pokoju nr 5 chlopaków i tak też sercem czułam, no ale odkąd ‘moi’ chłopcy poszli, to już nie było tak i chcę nadrobić tamten czas dla dziewczyn. Przygotowałyśmy coś w rodzaju ołtarzyka z sercem z kolorowych kamieni z tych bajecznych gór, i było ustalone, że drugą i czwartą część gram na gitarze, a one śpiewają.Wszystko było już gotowe, zapytałam siostry, czy różaniec na pewno jest o 17.30, odpowiedziała, że tak, zostawało pół godziny, więc wyszłam na chwilę w góry, bo choć przez 10 min chciałam głębiej pomyśleć. Wracam 10 min przed czasem i widzę, że różaniec już się rozpoczął!;) Już była druga część! Normalnie tutaj to nigdy nic nie jest pewne;) Ale przez to musiałam wziąć gitarę i usiąść w miejscu, gdzie stali Ramon i Emmanuel, ci moi¨starzy chłopcy. Więc pomimo tego, że byłam w pokoju drugim, to i tak wyszło tak, że moi chłopcy stali przy mnie;)
Dziewczyny te też „moje” mialy skądś kota, którego ukrywały od dwóch dni i tak wchodząc tam coś jeszcze przygotowując na ten różaniec, widzę, że siostra Rosario (razem jesteśmy odpowiedzialne za ten pokój) odkryła tego kota i wynosi go za fraki mówiąc d mnie: „popatrz, one miały kota”, ja oczywiście udaję, że o niczym nie wiedziałam;). A potem siostra mi mówi, ze siostra Wilma już w nocy gdzieś słyszała miauczenie kota;) Jak to Karoli stwierdziła, „siostra detektyw”;-). Ona to jest naprawdę przeagentka, nic nie umknie jej uwadze;)
Potem od razu po różańcu na wywiadówki do szkoły średniej, siostra Rosario mnie pogania, ja lecę z jednym butem włożonym, drugim w ręce, kurtką w drugiej ręce, rozwiana jak nic, Niemki przechodzą i znów ich znaczące spojrzenie poukładanych Niemek mówi wszystko;-) Ani siostry ani Niemki nie nadążają za sposobem funkcjonowania moim i Karoli;)
Jak kiedyś we czwartek, jak nie mialam czasu zjeść śniadania, a trzeba już było jechać na zakupy, to wzięłam makaron na talerzu do auta i jedziemy z Karoli;-) Niemki robią takie czadowe miny przy tym, ze normalnie potem z Karoli nie możemy się przestać śmiać;) To takie różnice kulturowe, nie tylko pomiędzy nami i ludem indiańskim, ale też Słowianami i Germanami;)
Idziemy z siostrą, tak se gadamy a jakiś chłoptaś znów gwizda i mówi po angielsku „hello baby”, ja oczywiście jak zawsze nic nie opdowiadam, a siostra się odwraca i mówi mu po hiszpańsku „cześć”;). Ja trochę w szoku, za chwilę pytam, czy siostra wie, co on powiedział, ona że nie, to jej tłumaczę, i wpadamy w niepohamowany śmiech i tak idziemy i nie możemy przestać;) Siostra jeszcze dopowiada, że miał dość zdziwioną minę jakby nie wiedział o co chodzi, w końcu siostra stwierdza, że już chyba więcej nigdy nie powie czegoś takiego w rodzaju „cześć mała” w obecności siostry zakonnej;)
Potem wywiadówka, siostra na wywiadówce u 5 naszych dziewczyn, ja u 9, bo akurat na wywiadówkach tych dziewczyn co siostra miała, dużo gadali i nie mogła tak latać. Potem tez miałyśmy niezły śmiech w drodze powrotnej, bo śmiałyśmy się właśnie z tej sytuacji, że siostra siedziała sobie jak księżniczka na tych wywiadówkach, a ja latałam po innych i tylko dostarczałam jej kartki mówiąc „ya está”;) i pytając kto jeszcze brakuje;)
Na tych wywiadówkach to zupełnie inne realia, klasy takie biedne, sufit z jakiś tektur, babcie tudzież matki z aguayo, wszyscy tacy ciemni…;)
W pokoju rano i wieczorem jest tak zimno, że po prostu nawet ciężko się ruszać. Okazało się, że Niemki sobie pożyczyły nasz piecyk (pojechaly w podróż) i na szczęście teraz już mamy piecyk, och jaka ulga;). Tylko tak mi się myśli, jak tam Jhimy przeżywa to zimno w tym Villazón, bo przeciez widzialam, jak on mieszka…Sheyla to jeszcze śpi w łóżku wszyscy razem obok siebie (w sumie 6 osób), a Jhimy..lepiej nie gadać..:(
Wczoraj były wywiadówki z ocenami kończącymi śródrocze, jak to fajnie odbierać karteluszki ze świetnymi ocenami, gorzej z marnymi; już rozumiem, jak to kiedyś mój tata tak mówił;)
Wieczorem rozmowa z Nelly i Yumą, taka szczera i od serca, Opowiadaly, jak się czują w domu dziecka, ich historie życia, traumę dzieciństwa; Nelly która widziala jak jej matka się paliła, a ich ojciec potem ożenił się z inną kobietą i zostawił swoje trzy córki; traumę bycia bitą przez pijanych członków rodziny (Nelly mówi, że do dziś ucieka na drugą stronę ulicy jak tylko widzi pijaków); Yuma, która się martwi o swoją siostrę, bo ma problemy ze zdrowiem, studiuje i ciężko jej się utrzymać, a Yuma mówi, że chce pracować, a nie studiować, bo nie będzie mogła się utrzymać, a wolałaby żeby jej siostra dokończyła studia. Ach…Ona za kilka miesięcy wychodzi z domu dziecka, bo kończy już szkołę i ma 18 lat, wierzę, że będzie mogła studiować…Jej łzy wzruszenia, poruszenie..
Opowiadały, że już tak chciałyby iść stąd i o ich problemach i relacjach, pytały, co robić. Yuma mówi, że jej rodzina może przyjedzie jak zakończy szkołę, naobiecują coś, a potem i tak nic z tego nie będzie. Jakie to przykre, nie móc liczyć na swoich bliskich, dopiero widzę to z drugiej strony i bardziej się docenia, to co się ma…
Dałam Armindzie w ukryciu telefon do Jhimiego, i miała zadzwonić na mieście, jak szła do dentysty, ale prosiłam ją, żeby nikt nie widział, no ale potem mi powiedziała, że Ramon też przy tym był, bo razem szli do tego dentysty. To zawołałam potem Ramona, on mówi, że wie, co chcę powiedzieć, i że nie zdradzi tego i był taki uradowany, jak mi opowiadał, że też słyszał, jak gadali z Jhimym i co tam Jhimy mówił;) To jeden z naszej dawnej historii Królewny Śnieżki i Krasnoludków i tak fajnie bylo to znów poczuć przez chwilę;). Te moje chłopaki!;) Już nie mówiąc, jak Arminda się cieszyła;)
22 maj, niedziela
Raniutko poszłyśmy z Karoli w góry (dzieci nie mogą wtedy, bo to cała celebracja wybierania się na mszę). Wróciłam na mszę na gloria, i taka zachwycona, śpiewam to gloria całym serduchem (po takim lectio, że uuuJ), a siostra Juana tak się na mnie popatrzyła- chyba o to spóźnienie;), ale i tak nie przestawałam;)
Przy obiedzie Jessenia mi opowiadała o ich sytuacji w klasie, że ma koleżankę, która jest w ciąży, ale chciała ją usunąć=zabić dziecko, tylko Jessenia ją przekonała, żeby tego nie robiła. Uff!!! Jessi mówi, że w jej szkole to większość dziewczyn zachodzi w ciążę w wieku 16, 17 lat!!!! I opowiadała też, że kiedyś jedna z jej koleżanek specjalnie podnosiła ciężary, żeby spowodować poronienie i niestety tak się stało….Masakra!
Potem pytam siostry (prośbę dzieci) czy mogłybyśmy wyjść z dziećmi też w góry po południu, albo w ogóle gdziekolwiek, ale odpowiedź: „nie bo mają spać”, ja pytam „całe popołudnie?”, odp.: „tak, bo potem mówią, że są niewyspane”, aż w końcu siostra stwierdziła, że będą jednak oglądać telewizję i że jak chcemy to możemy z nimi;(.
To poszłam do dziadków i babć do domu straców na chwilę, ale czułam, że mi głowa i gardło nawalają, więc w sumie to łóżkowo spędziłam to popołudnie. Ale też w tym czasie, jak słyszałam, że na dole w kaplicy siostry mają adorację (my tam jeszcze na adoracji nigdy nie byłyśmyL), to przychodziły mi do głowy takie pomysły, co zrobić w tym ostatnim miesiącu. Zobaczymy, jak to będzie;)
23 maj
Emanuel odszedłL Jego mamę kiedyś poznałyśmy…Oby wrażenie nasze było mylne i miał lepiej…
Sytuacja z Hernanem, który nie może utrzymać moczu i sika w pościel prawie co noc, jego prześladowanie przez starsze dziewczyny odpowiedzialne za pokój, pomoc Karoli dla niego (tylko donosiła mi kolejne rewelacje, jak leżałam chora), chora atmosfera i dokuczanie jej- to wszystko przypominało nam sytuację, która tutaj była wcześniej ze mną i innymi dziećmi…
Po prostu tu by się przydał pełnoetatowy psycholog!!! Albo psycholodzy, normalnie czasem to istny dom wariatów!!
Te dziewczyny (i nie tylko) nie rozumieją, jak te młodsze dzieci boją się tego bicia, jak się kulą i patrzą zatrwożonymi oczami, już nie mówiąc o ranach psychicznych…
Rozmawiałam też z Adelaidą o biciu (ona teraz razem z Marceliną jest odpowiedzialna za pokój 5), wyjaśniałam to wszystko z różnych stron, a ona opowiadała mi potem, że ją też bili i podpalali ręce (według dawnego zwyczaju Inków) i że nawet jedna siostra tak robiła, bo dużo kradła w przedszkolu i była też zamykana w ciemnym pokoju… A teraz ona sama bije chłopców, za pokój których jest odpowiedzialna…
Po tym i nagromadzeniu tych wszystkich sytuacji w ostatnich dniach czułyśmy z Karoli taką bezsilność…, płacz nic nie pomoże, ale pozwala wyrzucić z siebie ten bunt na tę rzeczywistość popierania, a nawet propagowania bicia, zwłaszcza jak płakałyśmy we dwie;) Polskie łzy na boliwijskiej ziemi.
Jak się cieszę, że przyjeżdżają tu po nas nowe wolontariuszki, bo ciężko by było zostawić dzieci, gdyby tu nikt z wolontariuszy nie przyjechał…
24 maj
Mam już tego dość. Zbliża się Dzień Matki i od najstarszej do najmłodszej dziewczynki płaczą, Yuma 18 lat, i pod jej łóżkiem mała Nicol się przebudziła, jak już odchodziłam, popatrzyłam na nią, na te jej malutkie podpalone rączki i znów nie mogłam…
A to się dopiero zaczyna..
25 maj
Jak wróciłam, to nie poznaję Christiana, taki łobuz sie zrobił, walczy o pozycję w grupie, ja z nim już nie pracuję, bo mam gimnazjum i szkołę średnią, i jakoś tak się oddaliło to wszystko…
Z Ablem ADHD-owcem to wyższa szkoła jazdy, siostry już w ogóle nie mogą zrozumieć, że on przecież wychował się w domu dziecka, a jest taki łobuz, że hej;)
Arminda jest tu dla mnie taką opoką, taka wierna, co nigdy nie zmienia do mnie stosunku, niezależnie czy dobrze, czy źle.
Rozmowa przez telefon z Jhimym, pyta kiedy przyjadę, coś tam sie śmiejemy, opowiada o balecie i rowerze i że zamarza…czyli, to czego się obawiałam..:(
Nicol do mnie mówi ‘koketa’, wczoraj jak Karoli odwiedzała pokoje, to ten szkrab ją pyta, a gdzie jest „señorita koketa”;-). Ta nazwa od psa, trzeba by było zobaczyć, jak ten pies się zachowuje, ale trafne określenie;) Wychodzę kiedyś z domu dziecka, zamykam drzwi, a ta mała stoi z rozbrajającą miną i mówi „señorita koketa”;-), to coś w rodzaju ‘oczarowywać’, a zatem nie wypieram się;) bo to mi baaardzo bliskie znaczenieJ
Donia Deidi mówi, że mnie przywiąże sznurkiem w kuchni i mnie nie puści;) Kochana onaJ
Ależ jestem zła, bo znów przyplątały mi się jakieś wstrętne choróbska, a teraz jak już siostra Wilma wyraziła zgodę na nasze propozycje na ten ostatni miesiąc, to naprawdę nie ma czasu, żeby chorować!!
Jejciu, ta presja czasu, żeby zrobić wszystko, co mam zrobić…Sama nic nie mogę, ale w Nim wszystkoJ
28 maj, sobota
Dzisiaj właśnie wieczorem zaczęłam z dziewczynami starszymi grupy tożsamościowe.
Przygotowałam salę (taki mały stół agapowy;), światło- żeby to była dla nich niespodzianka;)
Najpierw zrobiłam z imi ten tekst o różnicach pomiędzy kobietami i mężczyznami po to, by wskazać na to, że będziemy się zajmować właśnie kobiecością, bo jesteśmy właśnie takie a nie inne, bo Bóg tak chciał. Razem z mężczyzną jesteśmy stworzone na Jego obraz i podobieństwo, ale teraz zajmiemy się tylko płcią żeńską.
Potem rozdałam im kartki z piosenką B. Adamsa „Everything I do I do it for you”, puściłam z laptopa muzykę, przetłumaczyłam najważniejsze na hiszpański i jak się piosenka skończyła, zwłaszcza zwróciłam im uwagę na słowa: „nie ma tak wielkiej miłości jak Twoja” i „wszystko, co zrobiłem, zrobiłem to dla ciebie” i położyłam na środku obrazek Jezusa i powiedziałam im: „Teraz napiszcie Jego imię, to Jego list do każdej z Was”…Widziałam ogólne zaskoczenie, ale i delikatne uśmiechy na ich twarzachJ
I mówię im, ze właśnie chcę im trochę powiedzieć o tej Jego miłości…
Rozdalam im kartki z psalmem 139 i czytałyśmy go dwa razy i potem podkreślaly słowa które poruszały ich serca i potem je powtarzałyśmy na głos (takie male lectio). Adelaida mówi, że nie rozumie tych słów, to ja jej mówię, czy możesz sobie wyobrazić, że jest ktoś, kto cię tak zna i tak bardzo przenika, że wie kiedy siedzisz i wstajesz, że zna wszystkie twoje myśli i słowa, zanim je nawet wypowiesz, że widział wszystkie twoje dni i te radosne i smutne i wszystkie są zapisane w Jego księdze, że on tak kocha…
Potem też rozdałam im kartki z cyklu ‘powołanie do bycia sobą’ i ‘biały kamyk’. Miały wypełniać tylko trochę odpowiedzi (bo to byłoby za dużo na raz, a odpowiedzi mają czas uzupełnić przez póltora tygodnia, powiedziałam im, że chcę widzieć kartki uzupełnione, nie muszą się obawiać, że będę czytać, jak np. nie chcą, ale chcę widzieć, że pomyślały i zastanowiły się nad swoim życiem). Kazałam im odpowiedzieć tylko na nieliczne pytania w tym momencie m.in. jakby zdefiniowały miłość, czym jest miłość dla nich. Jedna dziewczyna z internatu (też później robiłam to z dziewczynami z internatu) powiedziała, że właśnie w tym momencie czuje miłość…, jak tak siedzimy przy sobie i rozmawiamyJ (ona ponoć jest w tym internacie ze swojej woli, bo już nie mogła wytrzymać ze swoją rodziną i prosiła siostrę, żeby ją przyjęła).
Potem zapytałam ich, czy chcecie poznać odpowiedzi, jaka jest miłość? I rozdałam im teksty z ‘Hymnu o miłości’ św. Pawła, kazałam podkreślić słowa ‘miłość’, a potem w ich miejsce wstawić swoje imię. Oczywiście wszystkie się śmiały, jak np. któraś czytała „Ruth jest cierpliwa, nie zazdrości, nie pamięta złego…”. Potem miały wstawić też w te miejsca imię ‘Jezus’. I już wtedy nikt się nie śmiał, bo wiedziały, że to prawda…
I mówię, że właśnie to nam uświadamia, jak wiele jeszcze brakuje nam do ideału miłości..
31 maj, wtorek
Nie mam czasu na nic, od 5 dni nie byłam w górach, nie chodzę już w ogóle na tańce boliwijskie, bo po prostu szkoda mi czasu, wolę być wtedy z dziećmi. Nie ma czasu na pranie, sprzątanie (taki syfik sie zrobił, ale w końcu wczoraj w nocy doczekał się posprzątania;), jak zdążę wskoczyć na internet na 20 minut w ciągu dnia (z czego 5 min uruchamia się;), to już jest dobrze. Jak to wspaniale liczyć na przyjaciół z poszukiwaniem rożnych rzeczy po powrocie i tłumaczeniem na hiszpański materiałów na grupy tożsamościowe- sama nie dałabym rady (chyba bym już w ogóle musiała nie spać;). DziękiJ
Wczoraj bylam niby u fryzjera, tzn. Yuma, która niedługo kończy liceum chciała mi zrobić trwałą. Potrzebują modeli na ocenę, a chciałam coś zrobić z tymi włosami, więc poszłam. Ja nie mogę, co to za przeżycie! Aż normalnie krzyczałam;-) Hehe;) To ciężko opisać, ale mam nadzieję, że się da opowiedzieć;) Wyglądam normalnie, w sumie fajnie to wyszło, ale kurcze, co za przejścia;)
Jak to Karolina stwierdziła: te dziewczyny mogłyby być fryzjerkami w ekstremalnych warunkach, np. jak ktoś sie wspina na jakieś tysięczniki i przez dluższy czas nie ma fryzjera;)
Mam teraz przymusową dietę, jakieś paskudztwo mi sie przyplątało i żeby to wyleczyć, to najlepiej trzeba by było w ogóle nie jeść;)
Już chce czasem do Polski. Przynajmniej tam nie muszę tak uważać na jedzenie. Ale to w sumie tak jak mnie weźmie, także spoko;) A z drugiej strony tak mało czasu tu jest i tyle jeszcze chciałabym zrobić…
Jak dobrze, że się tu już skończyły te obchody Dnia Matki. Straszne to było…Najpierw w piątek (tutaj dzień Matki jest 27 maja), dzieci wracały smutne ze szkoły.
Małe dziewczynki, które odprowadzam do przedszkola akurat tego dnia nie musiały iść do przedszkola, bo tam była wielka fiesta i po co, jakby znów płakały.
Ale potem poszłam odebrać nową dziewczynke Katy Ane, której rodzice prowadzą prawdziwą bitwe o nią. Zachodzę (bo trzeba ją zaprowadzać i odprowadzać, żeby rodzice jej nie wykradli itp…), a ona zapłakana w objęciach swojej matki. Dyrektor mi tłumaczy, że dzwonił do siostry, bo na dzisiejszy dzień jej matka dostała pozwolenie widzenia sie z nią. Już trzeba było iść, ale dziewczynka nie chciała puszczać swojej matki. To mówię, że może ta pani zechce iść z nami do domu dziecka razem, że bedą mieć więcej czasu, żeby być razem. A Katy krzyczy, że nie, bo że jak ją ta mama odprowadzi, to i tak za chwilę zostawi ją w domu dziecka…To ja empatia z nimi;)
Jak rzadko, chciałyśmy być akurat tego dnia z Karoli punktualnie na obiedzie z nimi, bo im strasznie na tym zależało.Dzieci tak się biły, żebyśmy tego dnia szczególnie przy ich stole usiadły, ale się nie da podzielić na siedem stołów.
Trzyletnia Nicol dostała chyba wczoraj z przedszkola jakiś malutki prezencik i cały czas powtarzała: „mi mama”…
Do mnie mówi Nicol tego dnia na canchy „mama”, a mi się serce rwie i mówię jej, „nie, Nicol, nie jestem twoją mamą..”…
Pięcioletnia Paola pyta wczoraj przy odprowadzaniu do przedszkola: „czy Evo jest w piekle?”- ja się rozglądam, czy czasem żołnierze tego nie usłyszeli, bo jeszcze pomyślą, że ja ją uczę takich rzeczy o ich prezydencie;)
Więc mówię, że nie, jeszcze żyje.
Ona dalej pyta: „A do piekła idą źli ludzie i do nieba dobrzy, tak?A czy moja mama jest zła?”
Masakra…Co jej odpowiedzieć?
Juan Victor, brat Nicol, szukał wczoraj na ulicy drugiej części zaproszenia na Dzień Matki, bo był taki przejęty, że je zgubił, bo skoro zgubił, to jego mama już na pewno tego dnia nie przyjedzie, bo to jego wina, że zgubił tę karteczkę…
Wracając do tego dnia. Wieczorem zrobiłyśmy z dziećmi takie małe spotkanko modlitewne, prztetłumaczyłyśmy „Czarną Madonnę” i „Matko Boga, Królowo świata” i zagrałyśmy to plus dziesiątek różańca na gitarze przytaczając słowa Jezusa, kiedy powiedział: „Oto Matka twoja”. Potem rozdałyśmy dzieciom obrazki Maryi z główną kartką z cytatem z Pisma Św. na każdy pokój i jakieś tam cukiery.
W niedzielę była impreza urodzinowa dzieci z maja, m.in. 18-letnia Jessenia miała urodziny, i tak zauważyłam, że nagle zniknęła. Poszłam jej szukać, a ona płacze. Pocieszałam ją co mi tam przychodziło do serca i mówię, idziemy tańczyć? (wiem, że ona też lubi;). Na początku jeszcze jej łzy kapały, ale potem tak ją ciągałam w te i tamte strony w tańcu i różne obroty, że się zaczęła śmiać;)
Dzieci przygotowały coś z okazji Dnia Matki i chciały to przedstawić siostrom. Siostra Wilma oczywiście wyczaiła, że coś przygotowują i mówi, żebym powiedziała, że to z dedykacją dla Maryi, bo te ich relacje i dzieci to nie są matczyne-jak też sama się z tym zgadzałam i dzieciom o tym mówiłam. Masakra była, jak 18-letnia Claudia zaczęła tańczyć taniec o matce i były słowa „Mamo przytuliłabym się do ciebie” i zaczęła płakać…Straszne..
Jak dobrze, że to już ostatni dzień tych wielkich obchodów Dnia Matki…
A Karoli miała w sumie śmieszną przygodę z podpalaniem i tortem;-)
Dowiedziałam się, że będę mieć pracę w szkole, gdzie wcześniej pracowałam przed wyjazdem plus jeszcze inne niespodziankiJ I tak sobie myślę, że ja tu załatwiam sprawy Jezusa, a On już w Polsce i okolicach moje;-)J Wyścig?;)
Czuję, że już nadchodzi ten czas powrotu i chcę wszystko do końca wypełnić, tak jak Jezus tego ode mnie oczekuje…